Edukujemy dzieci i ich rodziców

Zarząd koła Jeleń “Brody” dużo uwagi poświęca współpracy z młodzieżą szkolną, przeznaczając na ten cel stosowne środki finansowe. Zakupione z tych funduszy gadżety o łowieckiej tematyce bardzo pomagają w nawiązywaniu kontaktów z dziećmi i kształtowaniu pozytywnego obrazu łowiectwa. Kiedy podczas spotkań w szkole przekazuję dzieciom drobne upominki z wizerunkami zwierząt, cieszy to nie tylko obdarowanych, ale z pewnością wpływa na opinię o nas wobec ich rodziców. 

Opowiadając dzieciom o zwierzętach, w pewnym stopniu edukujemy również rodziców, którzy choć przez chwilę pomyślą o myśliwych, może nawet z aprobatą. Podczas moich ostatnich kilku spotkań z dziećmi, zwracałem  uwagę na szczególną rolę drapieżników i ich wpływ na kształtowanie właściwych stanów zwierzyny nie tylko łownej. Wskazywałem na coraz większą presję inwazyjnych gatunków obcych (IGO) na nasze rodzime gatunki, wynikające z tego faktu zagrożenia i rolę myśliwych w ich niwelowaniu. 

Z moich wieloletnich już kontaktów z dziećmi wiem, że forma dyskusji jest najlepszym sposobem na to aby „lekcja‘’ przebiegała sprawnie, a dzieci nie oczekiwały na kończący ją dzwonek. Każda wizyta w szkole, która przebiegała w żywej atmosferze, absorbowała uwagę dzieci i ich wychowawców, zawsze kończyła się propozycją kolejnego spotkania. I to jest powód do sporej satysfakcji.

R.K.

„GROT” w szkolnej świetlicy.

„Jak on się wabi?” To było pierwsze i jakże fachowe pytania, jakie usłyszałem wchodząc z moim wachtlem do szkolnej świetlicy. Przyszedłem tam na zaproszenie nauczycielek, które organizują zajęcia dzieciom oczekującym po lekcjach na swoich rodziców. Towarzyszący mi pies był miłą niespodzianką i niewątpliwą atrakcją tego spotkania.

Okazało się, że pieski są obecne w wielu domach i dzieci dużo wiedzą na temat ich wychowania i utrzymania. Zapewne z tego względu nie były zbyt zdziwione widząc mojego psa w butach, które Grot od pewnego czasu nosi.

W trakcie spotkania opowiadałem dzieciom o pracy przewodnika i ważnej roli dobrze ułożonego psa podczas wykonywania polowania.  Natomiast dzieci opowiadały o swoich wrażeniach z bezpośrednich kontaktów ze swymi pupilami. Kończąc spotkanie doszliśmy do wspólnego wniosku, że pies jest wiernym towarzyszem człowieka i należy o niego dbać jak o członka rodziny.

R.K.

Dziatwa szkolna pomaga zwierzynie.

W minionym roku obficie owocowały dęby i kasztanowce, co zdopingowało dziatwę szkolną do zbierania owoców tych drzew z przeznaczeniem na karmę dla zwierzyny leśnej. Wielokrotnie widziałem zdążające do szkoły dzieci, które często z pomocą rodziców niosły ciężkie torby wypełnione żołędziami i kasztanami. Zebrany  przez uczniów  „urobek” wywoziłem systematycznie  do łowiska.

Do szkoły dostarczono  łącznie 850 kg żołędzi, a w akcji ich zbierania brały udział dzieci z klas I – III, po dwie z każdego rocznika. Jak to zwykle bywa uczniowie rywalizowali mocno ze sobą, ale zwycięzca mógł być tylko jeden. Na moją prośbę wychowawcy klas wytypowali najbardziej aktywnych zbieraczy, którym Zarząd Koła Łowieckiego „Jeleń” Brody ufundował upominki. Odwiedziłem wszystkie klasy i na zakończenie opowieści o łowiectwie i zwierzynie leśnej, wręczyłem dzieciom przyznane im nagrody.

Moja wizyta w każdej klasie kończyła się tym, iż wychowawcy wyrażali swoje zainteresowanie kolejnym spotkaniem z dziećmi na co chętnie przystałem. Dojdzie do nich pewnie po zimowych feriach więc mam trochę czasu by się odpowiednio przygotować.

R.K.

Zatrzymać wodę!

Obiekt  ‘’Chełmno‘’ przynosi kolejne wyzwania. Po uporaniu się z pracami remontowymi Rybakówki i jej otoczenia, przyszła kolej na prace zmierzające do utrzymania odpowiedniego lustra wody, bez której dzierżawienia tego obiektu nie miałoby sensu. A przecież, już w tym sezonie korzystali z niego nasi członkowie i ich rodziny oraz sympatycy koła.

        Jaka jest aura każdy widzi. Coraz dłuższe okresy bezdeszczowe i wysokie temperatury w okresie lata sprawiają, że koniecznym jest podejmowanie działań zmierzających do zatrzymania dosłownie każdej kropli spadającego deszczu. Doskonale rozumie to Zarząd, a szczególnie Łowczy Koła, który objął obiekt szczególną opieką.

 Tradycyjne jesienne opady to szansa na podwyższenie poziomu wody. Aby zdążyć przed deszczami przystąpiono więc do niezbędnego remontu głównego przepustu, stanowiącego jednocześnie główne zabezpieczenie jej wypływu.

  W sobotę 21 października koledzy Andrzej Kulczyk i Leszek Kowal, pod czujnym okiem Łowczego kol. Marka Rudziaka, urobili się ‘’po pachy‘’, dokonując rozbiórki tamy – nie dopuszczając przy tym do utraty wody. W następną  sobotę nieco silniejsza ekipa w składzie: koledzy Andrzej Kulczyk, Leszek Kowal, Robert Szefer, Zbyszek Strzemecki,  Mariusz Drzewiecki, Krzysztof Siemion i Marek Rudziak wykonała roboty wykończeniowe remontowanego przepustu. 

Solidny przepust z pewnością bardzo ograniczy ubytki wody w stawie. Gdyby jeszcze udało się uniknąć jej naturalnego odparowywania!  Ale na to, nie mamy niestety wpływu.

R.K.  

A młodzież nadal aktywna

             Tej jesieni dęby ‘’sypnęły‘’ obficie, co skrzętnie wykorzystali uczniowie lubskiej Szkoły Podstawowej Nr 2, zbierając żołędzie dla leśnej zwierzyny. Nigdy nie ma pewności czy nadchodząca kalendarzowa zima będzie śnieżna i mroźna. Górale na ten temat też wypowiadają się w rodzaju ‘’bedzie bioło abo nie bedzie, hej!‘’. Lepiej więc zrobić zapasy i przygotować się na prawdziwą zimę. Tak jak w latach poprzednich, nieocenioną pomocą wykazały się dzieci szkolne, które zebrały już ponad 800 kg żołędzi i nadal je zbierają. Wydaje się, że obfitość tych owoców sprawi, iż w tym roku zostanie ustanowiony kolejny rekord. Wywożąc je do łowiska znacznie wydłużymy zwierzynie okres dostępu do wartościowego pożywienia. A przecież dbanie o zwierza to nasz obowiązek.

R.K.

Wyprawa w teren

Końcówka maja to już przedsmak  zbliżających się wakacji co umożliwia  wygospodarowanie czasu na zajęcia poza murami szkoły. Moja propozycja odbycia wyprawy w teren została przez wychowawczynię VI klasy lubskiej 2 –ki przyjęta z zadowoleniem. W ustalonym dniu 23 osobowa grupa uczniów z dwójką  opiekunek o 9-tej rano dotarła do  zalewu ‘’Karaś ‘’skąd zgodnie z obietnicą miałem ich poprowadzić leśnymi duktami do naszej Rybakówki. I tu pierwsza niespodzianka. Informuję telefonicznie opiekunkę grupy, iż  w celu uatrakcyjnienia wycieczki zmieniłem nasze ustalenia wnosząc do nich pewne elementy gry terenowej. Aby ją rozpocząć,  w stojącej nad zalewem drewnianej wiacie należy odszukać ukryty tam list, w którym zawarte są wskazówki odnośnie trasy marszu i zadań do wykonania. Po kilku minutach otrzymuję informację, że list został odszukany i grupa wyrusza na trasę. Do pokonania mają odległość między zalewem i obiektem ‘’ Chełmno ‘’. Po drodze 5 zadań do wykonania kierując się wskazówkami zawartymi w ukrytym, a później odszukanym liście.

Trasę marszu wskazywały zawieszone na drzewach kawałeczki taśmy sygnalizacyjnej. Po drodze należało wypatrywać przedmiotów, które nie powinny znaleźć się w lesie bo w nich umieściłem informacje na temat zadania, jakie należało wykonać. W pierwszym zadaniowym punkcie młodzież poszukiwała ukrytych worków na śmieci, które powinny być pozbierane na trasie. W punkcie drugim należało odszukać niespodziankę, a były to zawieszone na drzewie parostki rogacza. Zadanie to okazało się za trudne bo niespodzianki nie odnaleziono. 

 Zadaniem w punkcie trzecim było poszukiwanie 10-ciu wnyków/  z zielonego sznurka /, które rozstawiłem w okolicznym lesie. Kolejna niespodzianka w postaci figurki daniela oczekiwała na odszukanie w punkcie czwartym. Ostatnim na trasie zadaniem było polecenie odszukania zawieszonej na drzewie sygnałówki i ‘’ otrąbienie ‘’ wykonania zadań.

 Ukryty w pobliskim brzeziniaku  z rozbawieniem obserwowałem rozbiegane po lesie dzieciaki, które na wyścigi usiłowały odnaleźć sygnałówkę. Kiedy im się to w końcu udało i dotarł do mnie jej sygnał, wyszedłem z ukrycia, powitałem tropicieli i opiekunki po czym groblą wokół stawu ruszyliśmy w stronę Rybakówki. Po drodze pokazałem grupie sztuczne gniazda dla kaczek, a w jednym z nich wysiadującą przyszłą kaczą mamę.

 Ciepła aura i długa trasa marszu dawały o sobie znać więc szybko zapłonęło ognisko, a na wcześniej przygotowanych patykach zawisły nad nim kiełbaski. Podczas gdy najbardziej zmęczeni i zgłodniali tropiciele odpoczywali, ci  będący w lepszej formie przystąpili kolejno do strzelania z wiatrówki.  Te zaimprowizowane mistrzostwa wyłoniły trzech najlepszych strzelców, którzy zostali uhonorowani medalami. Kiedy już  wszyscy odpoczęli i uzupełnili zapasy energii, pełni przeżytych wrażeń, zadowoleni z mile spędzonego na łonie przyrody czasu, wyruszyli w drogę powrotną. Nad stawem umilkł gwar głosów. Z nadbrzeżnych trzcin znów było słychać głos trzcinniczka, a o niedawnej tu obecności młodych tropicieli świadczyło dogasające ognisko i opalone końcówki kijków, na których pieczono kiełbaski.

R.K.

Festiwal piosenki młodzieżowej

                Z inicjatywy Szkoły Podstawowej Nr 2 w Lubsku  w dniu 2.06.br. odbył się Międzyszkolny Festiwal Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej. Impreza ta była jedną z wielu innych przygotowanych z okazji Dnia Dziecka i została zorganizowana po raz pierwszy.  Wzięli w niej udział młodzi artyści ze szkół i przedszkoli gminy Lubsko.

                Do udziału w konkursie zgłoszono zespoły oraz solistów. Uczestnicy startowali w czterech kategoriach wiekowych tj. przedszkola, klasy I – IV, V – VII oraz licealiści. Konkurs cieszył się dużym zainteresowaniem dzieci i młodzieży gorąco oklaskiwanych przez swoich rówieśników i licznie przybyłych członków ich rodzin. Wzruszeni rodzice i dziadkowie często filmowali występujące na scenie  pociechy, które bez żadnych zahamowań i tremy wykazywały się piosenkarskim talentem. 

                  Nasze koło łowieckie było jednym ze sponsorów tej imprezy, a mnie zaproszono do  konkursowego jury. Z niemałym trudem wytypowaliśmy zwycięzców w poszczególnych kategoriach. Otrzymali oni piękne dyplomy i wartościowe upominki. Zgodnie uznaliśmy, że w konkursie wszyscy byli zwycięzcami tej wspaniałej, radosnej imprezy i powinno się ją wpisać do katalogu  imprez kulturalnych Lubska. 

R.K.

Idę do szkoły!

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego w dwóch klasach  lubskiej ‘’Dwójki’’ zagościły dzieci objęte nauczaniem początkowym. To dobra pora, aby w szkolną codzienność wpleść powiew atmosfery lasu i opowiedzieć o świecie jego mieszkańców.

 Zaopatrzony w niezbędne rekwizyty odwiedziłem pierwszaków na początku grudnia. W czasie spotkań opowiadałem dzieciom o naszych rodzimych zwierzętach i ich zwyczajach, a także wyjaśniałem jak należy zachowywać się podczas pobytu w lesie. Dzieci chętnie dzieliły się swoimi wrażeniami opowiadając o spotkaniach ze zwierzętami, wykazując się na ten temat sporą wiedzą. Podczas lekcji korzystałem z materiałów edukacyjnych dla tej grupy wiekowej co sprawiło, że spotkania miały żywy przebieg i formę zabawy. Kończąc lekcje przekazałem dzieciom gadżety o tematyce przyrodniczej, a w zamian otrzymałem kolorowe laurki z podziękowaniem za ciekawe spotkanie.

Kolejną wizytę złożyłem dzieciom w świetlicy szkolnej, podczas której rozmawialiśmy o lesie, zwierzętach, myśliwych i roli człowieka w szeroko pojętej ochronie przyrody. Celem następnego spotkania było podsumowanie zbiórki żołędzi. Jak każdego roku, również w ubiegłym dzieci zbierały żołędzie na zimowe dokarmianie zwierzyny. Zebrano 900 kg tych owoców lasu, które odebrałem ze szkoły i wywiozłem dla zwierzyny. Z powodu epidemii grypy i  znacznej absencji uczniów w szkole, nie było możliwym podsumowanie tej akcji przed Świętami. Udało się to zorganizować po Nowym Roku. Najbardziej aktywni ‘’zbieracze‘’,  a było ich ośmiu, zostali zaproszeni na spotkanie,  podczas którego w imieniu Zarządu koła podziękowałem za żołędzie (rekordzista zebrał 140 kg) i przekazałem ufundowane z tej okazji upominki. Z pewnością będzie to zachętą do udziału w tej akcji  w przyszłym roku.

Ryszard Kałużny

Dzieci pomagają zwierzynie

Nastała jesień, okres gdy zwierzyna zaczyna przygotowywać się do zimy. Kopytne intensywnie żerują gromadząc zapasy tłuszczu, co w przypadku dużych opadów śniegu i niedostatku pożywienia, pomoże im przetrwać do wiosny. 

O zwierzęta dbają nie tylko myśliwi, pamiętają o nich również dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 2 w Lubsku. Od wielu już lat, z chwilą nawiązania współpracy, każdej jesieni odbieramy od tej szkoły znaczne ilości żołędzi na zimowe dokarmianie dzików, jeleni i saren. Tak będzie i w tym roku bo właśnie dzisiaj tj. 4 października 2022 r. na pasy zaporowe wyruszył pierwszy transport 200 kg żołędzi.

Wydaje się, że zbiór tych owoców lasu będzie w tym roku obfity, a więc dziatwa szkolna dostarczy nam sporo tej wartościowej karmy.

R.K.

Stawiamy na „NARYBEK”

Najtrudniejsze, ale zarazem najprzyjemniejsze, są bezpośrednie spotkania z przedszkolakami. Najtrudniejsze, bo wielkim wyzwaniem i niemałą sztuką jest zapanowanie nad ok. 40-osobową grupą dzieci, w wieku 3-6 lat, bardzo podekscytowaną tematem spotkania. Z pomocą opiekunek trzech grup przedszkolaków udało mi się przez ok. 1,5 godziny zająć uwagę dzieci z Przedszkola Nr 1 w Lubsku, dyskutując z nimi na temat bytujących w naszych łowiskach zwierząt, ich wyglądu i zwyczajów. Kolejny już raz byłem zaskakiwany wiedzą starszych przedszkolaków, którzy bardzo impulsywnie włączali się do dyskusji, z wyraźną satysfakcją popisując się swoimi wiadomościami. Dwójka z nich znacząco przerastała wiedzą pozostałych, a jak się później okazało byli to synowie myśliwych. Obaj zapewniali, że pójdą w ślady ojców i będą w przyszłości polować. Kiedy zauważyłem u dzieci oznaki znużenia pobudziłem ich na nowo demonstrując sposób wabienia drapieżników kniazieniem zająca, a wabienie dzików ich rechtaniem. Ożywiło się na te odgłosy dziecięce towarzystwo, co umożliwiło przeprowadzenie zabawy – konkursu w grupach, polegającej na szybkim układaniu sylwetek zwierząt z pociętych kartonowych elementów. Najaktywniejsza uczestniczka zwycięskiej grupy została udekorowana medalem „Król Polowania”, co zostało przyjęte z miłym zaskoczeniem uczestników zabawy. Zbliżał się czas leżakowania, czyli obowiązkowego odpoczynku przedszkolaków, więc pożegnaliśmy się wykonując na koniec kilka zdjęć z każdą grupą. Myślę, że moje spotkanie było ciekawym epizodem w przedszkolnym okresie życia dzieciaków i być może, choć niektórych z nich, skłoniło do zainteresowania się otaczającą nas przyrodą.

R.K.

Gościnna „Hubertówka”

Kiedy wychowawca jednej z trzecich klas lubskiej ‘’ dwójki ‘’ zaproponował wizytę swoich wychowanków w „ Hubertówce ‘’ przystałem na to bez wahania. Ustaliliśmy niezbędne szczegóły i po kilkunastu dniach przed bramą naszej siedziby zatrzymał się autobus, z którego „wysypali” się uczniowie dwóch III-cich klas tej szkoły. Przywitałem gości myśliwskim pozdrowieniem, a odpowiedziano mi gromkim Darz Bór! 

Już na wstępie usłyszałem słowa uznania, a nawet  podziwu, z których wynikało, że goście nie spodziewali się zobaczyć tak ładny, dobrze zagospodarowany obiekt będący własnością myśliwych. Szczególne zainteresowanie wzbudził obelisk z inskrypcją poświęconą pieskom, które polują już w Krainie Wiecznych Łowów. Po obejrzeniu naszej siedziby usadowiliśmy się pod wiatą wokół zimnego jeszcze paleniska i w czasie jednej lekcyjnej godziny dyskutowaliśmy na tematy związane z łowiectwem, zagrożeniami dla przyrody wynikającymi z działalności człowieka, rolą myśliwych w ochronie przyrody ale też o właściwym zachowaniu się w lesie, parku czy w polu. Dzieci brały aktywny udział w tej dyskusji, a ja z satysfakcją stwierdziłem, że moje wcześniejsze wizyty w tych klasach w dużym stopniu poszerzyły ich wiedzę.

Po zakończeniu lekcji przyrody zapłonęły drwa na palenisku, a wokół niego wyrósł las rąk trzymających nad ogniem skwierczące kiełbaski.  Kiedy pierwsze z nich zniknęły w głodnych żołądkach, ogłosiłem mistrzostwa w strzelaniu z broni pneumatycznej. Było to dużą, przyjętą z radością niespodzianką. W strzelaniu wzięło udział kilkunastu uczniów, a trzech najlepszych strzelców uhonorowałem pucharem i medalami. Było miło i wesoło, ale przyjazd powrotnego autobusu zakończył odwiedziny w „Hubertówce”. Myślę, że nie ostatnie.  

R.K.

Nowy obiekt i kolejne wyzwania

Kilka kolejnych marcowych sobót członkowie “Jelenia” Brody przepracowali na terenie stawu Chełmno. W wyniku przetargu obiekt ten został wydzierżawiony przez nasze koło z przeznaczeniem na hodowlę ryb oraz miejsce lęgowe ptaków wodnobłotnych. Po przejęciu tego terenu przystąpiono do jego zagospodarowywania. Tam gdzie było to konieczne dokonano stosownych grodzeń, a wokół stawu ustawiono tablice informujące czyją własnością jest ten teren i kto nim aktualnie zarządza. Wkrótce zostanie wykonany remont rybakówki i jej otoczenia. Zarząd koła uważa, iż obiekt stawowy powinien być również wykorzystywany przez członków koła i ich rodziny jako miejsce wypoczynku.

Na stawie bytują łabędzie, gęsi gęgawy, dzikie kaczki, łyski, perkozy. W celu poprawy warunków lęgowych tych ptaków członkowie koła wykonali, a następnie ustawili 50 sztucznych gniazd. Aby ułatwić ochronę lęgów poprzez odstrzał drapieżników czyli lisa, szopa pracza, jenota i wizona, w stosownych miejscach ustawiono zwyżki. Zagospodarowanie stawu Chełmno to kolejne wyzwanie dla Zarządu i członków koła oraz kolejne finansowe wydatki.

Oddzielnym, ale jakże ważnym problemem jest utrzymanie stałego, niezbędnego poziomu wody w stawie, bez której nie będzie możliwa realizacja tych wszystkich ambitnych zamierzeń. To prawdopodobnie najważniejszy problem i jest on od początku „oczkiem w głowie” Łowczego koła, który doprowadził do nienotowanego od kilku lat stanu wody w stawie i na bieżąco monitoruje jej poziom. Miejmy nadzieję, że aura wspomoże nas w utrzymaniu tego obiektu, że będzie on rozbrzmiewał głosem ptaków, a my będziemy cieszyć się spotkaniami w tym uroczym miejscu. 

R.K. 

Pierwsze spotkanie

           Zaproszony przez kierowniczkę Środowiskowego Domu Samopomocy w Lubsku, w dniu  16 marca br. spotkałem się z jego podopiecznymi. Ciekaw byłem czy potrafię ich zainteresować tematem otaczającej nas przyrody i jej ważnym składnikiem – zwierzyny, aby skupili na tym swą uwagę. Moje obawy okazały się nieuzasadnione. Ci dorośli ludzie, dotknięci przez los pewnymi wadami rozwoju przez półtorej godziny bardzo impulsywnie reagowali na moje opowiadania o zwierzynie i jej  życiu. Niektórzy z nich zadawali mi pytania wykazując się sporą wiedzą co sprawiło, że spotkanie odbywało się w żywej i miłej atmosferze. Szczególną reakcję wzbudziły demonstrowane przeze mnie sposoby wabienia zwierzyny m.in. dzików i drapieżników. Kończąc, najaktywniejszego uczestnika spotkania udekorowałem medalem ”Król Polowania‘’ co było dla wszystkich przyjemną niespodzianką. Pożegnano mnie brawami, a p. kierowniczka wyraziła nadzieję na kolejne spotkanie.

R.K. 

Na nęcisku.

Różne są opinie myśliwych o polowaniu na nęciskach i to nie dziwi.  Taki sposób polowania w ocenie jeszcze niezbyt wypierzonych fryców to nie łowy, ale najłatwiejszy sposób zdobycia zwierza, to tak jakby pójść po mięso do lodówki. Kiedy zaczynałem przygodę z łowiectwem uważałem podobnie. Bo czy młody, zapalony myśliwy potrafi godzinami wysiedzieć w jednym miejscu i czekać cierpliwie na pojawienie się zwierza? Z pewnością takich jest niewielu. Nemrodzi z długoletnim stażem są bardziej wyrozumiali i  ich opinie o takim polowaniu są w większości pozytywne choć niewielu, z którymi rozmawiałem, preferuje takie łowy.  Spróbuję odnieść się do tych opinii korzystając  z własnego doświadczenia.

A zatem, jakie są plusy takiego polowania na nęciskach?  Bo wg mnie jest ich więcej.

Zaliczam do nich m.in. utrzymanie spokoju w łowisku, możliwość  wyboru strzelanej sztuki i unikanie pomyłek, naukę cierpliwości, a także oszczędności w gospodarowaniu wydolnością organizmu (dotyczy tylko naprawdę wiekowych kolegów po strzelbie). Rozwijając powyższe szerzej: zasiadając przy nęcisku obojętnie czy na zwyżce, ambonce, czy wprost na ziemi, nie kręcę się po łowisku powodując niepokój jego mieszkańców. Odwiedzając to miejsce co kilka dni poznaję pełną paletę jego gości, a nawet pory tych odwiedzin. Polując na dziki mogę wybierać, czy strzelić warchlaka, przelatka czy grubszą sztukę. Strzelenie przez pomyłkę prowadzącej lochy jest praktycznie niemożliwe. Tylko od mojej cierpliwości i odpowiedniej pogody zależy czy dojdzie do spotkania z oczekiwaną zwierzyną. Wbrew obiegowym opiniom, że takie polowanie to łatwy sposób strzelenia dzika czy lisa, nie jest to takie oczywiste.

I tu wskażę ujemne strony nęcenia.

Aby odnieść sukces należy systematycznie co kilka dni wykładać przynętę, a przed zaplanowanym polowaniem codziennie. Niestety powoduje to pozostawianie śladów naszej obecności i sprawia, że nęcony zwierz podchodzi tam bardzo ostrożnie. Wielokrotnie doświadczałem sytuacji, kiedy ostrzegawczy pomruk prowadzącej lochy lub fuknięcie pojedynka świadczyło, iż zostałem namierzony i tej nocy te dziki już na nęcisku się nie pojawią. Odwiedzający nęcisko przechera zwykle okrąży je w bezpiecznej odległości i wycofa się często niezauważony jeżeli nie będzie miał pewności, że nic mu nie grozi. Jeżeli wiemy, z jakiego kierunku przychodzi wcześniej zaobserwowana zwierzyna, a robi to zwykle pod wiatr, to przy wietrze w plecy w zasadzie zajmowanie stanowiska skazane jest na porażkę. Nawet przy korzystnym wietrze często się zdarza, że w najważniejszym momencie wiatrem zakręci i ,,jest po ptakach’’. Z tego wniosek, że bezwietrzna aura jest optymalnym czasem na takie polowanie. Konieczność niejednokrotnie kilkugodzinnego oczekiwania wymaga cierpliwości i odpowiedniego ekwipunku. Podczas bezwietrznej pogody i absolutnej ciszy w łowisku nie może być mowy o szeleszczącej odzieży czy dźwięku odbezpieczanej broni. Te odgłosy bez trudu wychwyci rudzielec podchodzący do nęciska i niechybnie zrezygnuje z posiłku. Polując na dziki z podchodu mamy większą możliwość dostosowania się do zmieniającego się kierunku wiatru. Na nęcisku jest to wykluczone. Te wszystkie niby drobne, ale jakże ważne dla osiągnięcia sukcesu niuanse sprawiają, że mimo zaobserwowanej  przez nas częstej bytności zwierza na nęcisku, do strzału dochodzi sporadycznie. Porównując moje wyniki osiągane tym sposobem polowania z wynikami aktywnie polujących w sposób „tradycyjny” kolegów, wypadam w tym porównaniu mizernie. Ale nie chodzi tu przecież o współzawodnictwo. Moim kolegom nie zazdroszczę lecz szczerze im gratuluję. Wielokrotnie odkładałem sztucer gdy na nęcisku pojawiał się czarnuch znacznych rozmiarów, a ja czekałem na przelatka. Czasem nieopatrznie opowiadałem o tym kolegom po strzelbie wywołując ich szczere zdziwienie. Niektórzy z nich nie bardzo mogli zrozumieć, jak można siedzieć kilka godzin na zwyżce i w decydującym momencie zrezygnować ze strzału. Wierzę, że kiedyś to zrozumieją. Poruszam ten temat aby pokazać, że polowanie na nęcisku wymaga także myśliwskiego doświadczenia i często przynosi wiele niespotykanych przeżyć. 

Ryszard Kałużny 

Kontynuacja współpracy

Po dłuższej przerwie spowodowanej obostrzeniami wynikającymi z panującej pandemii pojawiła się szansa na ponowne bezpośrednie kontakty z uczniami lubskiej ”Dwójki”.  Po wizycie u nowej pani dyrektor szkoły i uzgodnieniach z wychowawcami,  w ciągu dwóch kolejnych dni odwiedziłem dwie klasy drugie i dwie trzecie oraz wziąłem udział w zajęciach świetlicowych. Podczas lekcji przyrody przekazywałem dzieciom podstawowe wiadomości o życiu zwierzyny bytującej w naszych łowiskach, ich jakże różnych sposobach przygotowań do przetrwania zimy,  a także słuchałem opowiadań uczniów o ich spotkaniach z tymi zwierzętami. Dzieci z wyraźnym zaangażowaniem i dużymi emocjami dzieliły się wrażeniami z tych spotkań. Wchodząc do jednej z klas (w dniu 3 listopada), zaskoczony zostałem powitaniem ”Darz Bór‘’. Następnie dzieci odśpiewały gromkie ‘’Sto Lat‘’ dla wszystkich myśliwych po czym wręczyły mi przygotowane przez siebie laurki. Były one skierowane do myśliwego, zawierające rysunki lasu i zwierząt, a jedna z nich to portret myśliwego z bronią. Na szczęście miałem ze sobą kolorowe akwarele mojego malującego kolegi, którymi obdarowałem wszystkie dzieci. Kończąc spotkania dziękowałem dzieciom za zebrane dla zwierzyny żołędzie i zaprosiłem je do odwiedzin w naszej ‘’Hubertówce‘’ na co ochoczo przystały.

R.K. 

Witamy w ”Hubertówce”

Choć już jesień, to ciepły i słoneczny dzień towarzyszył grupie młodzieży i ich opiekunów, którzy na początku października złożyli wizytę w naszej „Hubertówce„.  Była ona planowanym przestankiem wycieczki rowerowej uczniów lubskiej „dwójki„ wykorzystanym na zapoznanie z naszą siedzibą jak również na nabranie sił na dalsze pedałowanie po okolicy i powrót do Lubska.

W czasie wizyty goście zostali zapoznani z  najważniejszymi zadaniami współczesnego łowiectwa i szczególnej roli myśliwych w ochronie przyrody.  Szczególne zainteresowanie i aprobatę  gości wzbudziły obeliski ku czci myśliwych i ich wiernych towarzyszy łowów, psów myśliwskich razem polujących już w Krainie Wiecznych Łowów.  Z podziwem oglądano również trofea w sali kominkowej. Na zakończenie tej wizyty pieczono przy grillu kiełbaski, a ja sprawdzałem wiadomości młodzieży na temat łowiectwa nagradzając dobre odpowiedzi słodkimi upominkami. 

Pożegnaliśmy się zadowoleni z przyjemnie spędzonego czasu i nadzieją na kolejne równie miłe i owocne dla obu stron spotkania.

R.K. 

Wiosna w łowisku

Nadeszła wiosna, a wraz z nią ruszyły prace w łowisku. W pierwszych dniach marca w uzgodnionych z leśnikami miejscach wysadziliśmy 850 szt. sadzonek jabłoni i grusz, które z pewnością wzbogacą bazę żerową naszych obwodów. Wykorzystując sprzyjającą aurę do pracy licznie stawili się nie tylko myśliwi, ale również „kandydaci na kandydatów”, od wczesnej młodości uczestnicząc w życiu koła, którego w przyszłości zostaną członkami. Jak zawsze przy takiej okazji o stronę kulinarną zadbał łowczy koła, który przy ognisku serwował przyrządzone osobiście „dziczyźniane” wyroby. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty spędzając przy tym miło czas w gronie przyjaciół po strzelbie.
R.K.

Kolejny etap konkursu „Myśliwi dzieciom, dzieci przyrodzie”

Kolejny etap konkursu „Myśliwi dzieciom, dzieci przyrodzie” zakończony. Do organizatorów dotarły prace przedstawiające zwierzęta naszych łowisk wykonane z materiałów przeznaczonych do recyklingu, co było głównym zadaniem uczestników. Prace konkursowe wpłynęły z:
1. Szkoła Podstawowa  w Górzynie
2. Szkoła Podstawowa Nr 1 w Lubsku
3. Szkoła Podstawowa Nr 2 w Lubsku
4. Szkoła Podstawowa Nr 3 w Lubsku
5. Oddział Przedszkolny w Górzynie
6. Przedszkole Nr 3 w Lubsku
7. Przedszkole Nr 5 w Lubsku

Dzieci wykonały eksponaty z pomocą swoich opiekunów wykorzystując w tym celu m.in. opakowania, nakrętki butelek, zużyte baterie, makulaturę i inne tego typu surowce.

Otrzymaliśmy ciekawe i pomysłowe prace, a wykonawców kilku z nich wytypowano do wyróżnień. Na tym etapie konkursu zadaniem uczniów młodszych klas szkół podstawowych  było wykonanie budki lęgowej dla ptaków. Spośród kilkunastu wykonanych budek komisja wybrała kilka najciekawszych. Wykonawcy wyróżnionych prac zostaną uhonorowani  podczas finału konkursu w m-cu maju.

Już w kwietniu zostanie przeprowadzony kolejny etap konkursu.  Zadaniem jego uczestników będzie recytowanie wierszyków o tematyce przyrodniczej.  Spodziewając się prawdziwie duchowej uczty niecierpliwie czekamy na zgłoszenia ze szkół i przedszkoli. 

R.K.

Konkurs „Myśliwi dzieciom, dzieci przyrodzie”

„Myśliwi dzieciom, dzieci przyrodzie”  to hasło konkursu, do którego organizatorzy tj. Szkoła Podstawowa Nr 2 w Lubsku i Koło Łowieckie „Jeleń” Brody zaprosili okoliczne szkoły i przedszkola. Celem konkursu jest pogłębienie wiadomości na temat życia zwierzyny łownej oraz poznanie tradycji, zwyczajów i gwary łowieckiej.

Aby zachęcić dzieci do uczestnictwa w tym przedsięwzięciu odbyłem spotkania z uczniami lubskiej dwójki. Dzieciom spodobała się proponowana przez organizatorów formuła konkursu i deklarowały liczny w nim udział. Konkurs został pomyślany jako impreza 3-etapowa. Jej część pierwsza polega na wykonaniu plakatu na  temat „Zwierzyna łowna zimą”. Etap następny to wykonanie budki lęgowej dla ptaków.  Zadaniem uczestników części trzeciej będzie recytowanie wierszy o tematyce łowieckiej. Każdy etap konkursu oceni komisja składająca się z przedstawicieli koła łowieckiego i nauczycieli szkoły. Zwycięzcy poszczególnych etapów zostaną nagrodzeni podczas finału zaplanowanego w miesiącu maju br. W finale wystąpią również 3-osobowe zespoły szkół rywalizując w kategorii tradycje, zwyczaje i gwara łowiecka. Udział w każdym z etapów konkursu to szansa na zdobycie punktów dla swojej szkoły, a ich łączna suma zdecyduje o zajętym miejscu. Fundatorem nagród i wyróżnień jest koło łowieckie „Jeleń” Brody.

W dniu 27 stycznia br. zakończył się etap pierwszy konkursu,  którego uczestnicy doręczyli prawie 80 plakatów.  Z niemałym trudem wytypowaliśmy najlepsze prace mając jednocześnie świadomość, że jest to subiektywna ocena komisji. Większość przedstawionych do oceny plakatów wzbudziła podziw oceniających. Jednak warunki konkursu musiały być dotrzymane, co ograniczyło ilość wyróżnionych prac. Do 2 marca komisja oczekuje na prace wykonane przez przedszkolaków z materiałów do recyklingu na temat „Zwierzyna łowna”. Spodziewamy się ciekawych eksponatów i bólu głowy członków komisji podczas ich oceniania.

R.K.

Edukacji łowieckiej ciąg dalszy

Inauguracja kolejnego roku współpracy naszego koła łowieckiego „Jeleń” Brody ze Szkołą Podstawową Nr 2 w Lubsku miała miejsce w Lubskim Domu Kultury w dniu 29 października br. kiedy zaproszony przez uczniów klas pierwszych uczestniczyłem w uroczystości pasowania. Podniosły charakter tego wydarzenia, a zwłaszcza momenty ślubowania na sztandar szkoły i pasowania, z pewnością na zawsze pozostaną w pamięci pierwszaków. W części artystycznej tej uroczystości podziwiałem zaangażowanie i determinację z jaką te dzieciaki prezentowały przygotowany na tę okoliczność program. Były krótkie wierszyki i wspólne tańce, a ich wykonawców oklaskiwali zgromadzeni na widowni członkowie rodzin, znajomi i uczniowie starszych klas tej szkoły.

W pierwszych dniach listopada odwiedziłem klasy pierwszaków podziwianych wcześniej na scenie LDK. Podczas tych lekcji dyskutowaliśmy o dzikich mieszkańcach naszych pól i lasów, a dzieci żywo zainteresowane tątematyką chętnie dzieliły się swoimi obserwacjami dotyczącymi życia zwierząt. Rozwiązywanie przygotowanych przeze mnie przyrodniczych zagadek nie sprawiało dzieciom większych trudności, co świadczy o sporym, jak na ten wiek, zasobie przyrodniczej wiedzy. Lekcje kończyłem wręczając dzieciom drobne upominki, które z pewnością pomogą utrwalić w ich pamięci nasze spotkania.

Po kilku dniach od spotkania z pierwszakami zostałem zaproszony na zajęcia w świetlicy szkoły, gdzie przywitano mnie gromkim „Darz Bór”. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, a jednocześnie potwierdzenie, iż w pamięci tych dzieci coś jednak z naszych ubiegłorocznych spotkań zostało. Podczas tego spotkania rozmawialiśmy o sposobach przygotowywania się zwierząt do zimy i możliwościach, jakie mają ludzie, aby pomóc zwierzętom i ptakom przetrwać ten trudny okres. Dzieci zadeklarowały, że zebrane wcześniej żołędzie to wstępna pomoc dla zwierzyny leśnej, a jej kontynuacją będzie wykładanie karmy do ptasich karmników. To spotkanie również kończyłem przyrodniczymi zagadkami i wręczaniem drobnych upominków. W miłej atmosferze dzieci obiecały mi ponowne zaproszenie, z którego z pewnością skorzystam.

R.K.

Pracujemy dalej!

Koniec roku szkolnego tuż, tuż, oceny wystawione, a na szkolnym korytarzu wyczuwa się już atmosferę nadchodzących wakacji. Skoro te ostatnie dni w szkole traktowane są tak trochę na luzie, to dlaczego nie wykorzystać tego czasu na kolejne spotkanie. Po krótkiej rozmowie z panią „od biologii” następnego dnia mam lekcję z kl. VII lubskiej ” dwójki „. To już 14-sto latkowie, zamierzam więc zapytać ich o stosunek do myśliwych, łowiectwa, a także w ogólnych zarysach przedstawić zadania i sposób funkcjonowania naszego stowarzyszenia.

Po moim krótkim wprowadzeniu ciekaw byłem ich opinii i ich uzasadnienia. Niestety nie otrzymałem na moje pytania odpowiedzi. Uznałem to w części za przejaw obojętności i w pewnym stopniu niechęci, ale nie okazanej z obawy, aby nie urazić prelegenta. Świadczy to o konieczności dalszej, systematycznej pracy z młodzieżą, a jej głównym tematem powinno być wyjaśnianie roli myśliwych w ochronie przyrody. Wiedza o działalności gospodarki łowieckiej jest niezbędnym elementem, który pozwala zwiększyć zaufanie i zbudować jeszcze lepsze relacje publiczne, między mieszkańcami a myśliwymi.

Aby uatrakcyjnić nasze spotkanie, prezentowałem uczniom moje amatorskie nagrania głosów ptaków, a zadaniem słuchaczy było wskazanie wykonawców ptasich treli. Było krucho! W tej dziedzinie również jest wiele do zrobienia. Z trudem udało mi się wyłonić zwycięzców tego „konkursu „. Chyba trochę na wyrost, ale wyróżniłem ich medalami król i wicekról polowania. Spotkanie zakończyłem życzeniami udanych wakacji i przekonaniem, że w kolejnym roku tematów spotkań z młodzieżą szkolną nam nie zabraknie.

R.K.

Wręczenie dyplomów za udział w konkursie

Wiosną dla ptaków

Wiosną, kiedy przyroda budzi się do życia, już od wczesnego ranka cieszy śpiew ptaków. W tym czasie intensywnie poszukują partnerów, aby wkrótce przystąpić do budowy gniazd i wychowywania potomstwa. Jest to więc właściwy czas na zakładanie budek, które ułatwią ptakom osiąganie lęgowego sukcesu. Pomysł zorganizowania konkursu na domek dla ptaków został przez uczniów młodszych klas lubskiej „dwójki” przyjęty z dużym zrozumieniem i szybko przeprowadzony. Przecież ptaki niecierpliwie czekały!

Jury konkursu z niemałym kłopotem wytypowało najlepsze prace oraz przyznało wyróżnienia. Podczas podsumowującego spotkania, w obecności pani wicedyrektor szkoły uczestnicy konkursu otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz ufundowane przez zarząd koła upominki.
Wykonane w ramach konkursu budki lęgowe zostaną zawieszone w pobliskim parku, co umożliwi dzieciom obserwację „rodzinnego życia” ptasich lokatorów.

Podczas zaplanowanej w najbliższych dniach wycieczki, dzieci zapoznają się z warunkami, jakie należy spełnić, aby budki lęgowe były chętnie zajmowane przez poszczególne gatunki ptaków. Otrzymane wyróżnienia i upominki z pewnością zwrócą uwagę dzieci na konieczność pomagania ptakom nie tylko zimą.

R.K.

Czy sarna to żona jelenia?

Ferie zimowe to przerwa w zajęciach szkolnych, zawsze witana przez młodzież radośnie. Bo przecież to czas, kiedy już od rana można przypiąć narty czy łyżwy, albo na sankach poszaleć na najbliższej górce. Niestety, tych radosnych wrażeń mogli doświadczyć tylko uczestnicy zimowisk w górach gdzie obfite opady białego puchu utworzyły iście bajkowy krajobraz. Kto nie mógł wyjechać, musiał pogodzić się z brakiem śniegu, a wolny od lekcji czas wykorzystać we własnym zakresie.

Dni wolne od zajęć szkolnych to spory kłopot dla pracujących rodziców. Nie każdy przecież ma dziadków, którzy zawsze pomogą w potrzebie i zaopiekują się wnukami. Z pomocą przychodzi więc szkoła, która organizuje dzieciom czas wolny w formie półkolonii. Aby pomóc szkole w tych zajęciach i w pewnym sensie wpuścić tam świeży powiew lasu „wpisałem się” w program zajęć, kontynuując tym samym dotychczasową współpracę ze szkołą.

Z dziatwą lubskiej „dwójki ” spotkaliśmy się w świetlicy szkoły, gdzie w formie zabawy starałem się sprawdzić, co dzieci zapamiętały z moich dotychczasowych „lekcji ” przyrody. Ciekawiło mnie czy ponowne usłyszę, że sarna to żona jelenia. Pytania w formie zagadek sprawiały, że dzieci żywo interesowały się tematem spotkania. Miłym dla mnie zaskoczeniem był las rąk chętnych do zabrania głosu. Każda prawidłowa odpowiedź była nagradzana. Kolejne zadanie polegało na wykazaniu się wiedzą na temat przedstawionego na fotografii zwierzęcia. Również w tej konkurencji dzieci dobrze sobie radziły przy okazji wskazując na różnice w wyglądzie sarny i jelenia.

Myślę, że moja obecność w szkole to kolejny mały, ale ważny krok na drodze przyrodniczo-łowieckiej edukacji młodzieży, a przekazane upominki będą miłą pamiątką tego spotkania.

R.K.

„Płowej” do paśnika

Nadchodzi zima, a wraz z nią najtrudniejszy okres w życiu dzikich zwierząt. Na szczęście w tym roku obficie obrodziły dęby zaopatrując leśne spiżarnie w duże ilości wartościowej karmy. Korzystają z niej nie tylko dziki ale także jelenie i sarny, które nawet w ciągu dnia można spotkać pod owocującymi drzewami. Jednak z każdym dniem tych naturalnych zapasów ubywa. Aby zaspokoić głód, nie mogąc znaleźć wystarczającej ilości pożywienia w lesie, zwierzęta penetrują obrzeża zabudowań i parki. Pod osłoną nocy pokonują coraz większe odległości tracąc na zdobycie pożywienia znaczne ilości energii.

I właśnie w takim czasie z pomocą spieszą myśliwi wykładając do paśników przygotowaną jesienią karmę. W jej gromadzeniu podobnie jak w latach ubiegłych nie zawiodła młodzież Szkoły Podstawowej Nr 2 w Lubsku. Uczniowie klas I-III tej szkoły zebrali 1.100 kg żołędzi z przeznaczeniem na dokarmianie bytującej w naszych łowiskach zwierzyny płowej. Uczniowie szczególnie zaangażowani w tę akcję zostali obdarowani ufundowanymi przez Zarząd koła słodkimi upominkami. W trakcie przeprowadzonej przy tej okazji pogadanki dzieci zapewniały, iż w podobny sposób będą pomagać zwierzynie w przyszłości.

R.K.

Jeż – Nasz sprzymierzeniec

Jeże, te małe, naziemne ssaki, są bardzo pożytecznymi zwierzątkami, mimo swoich ostrych kolców. Często spotykamy je przechodzące przez asfaltową drogę. Jednak równie często doświadczamy przykrego widoku martwego jeża na szosie. Jeż jest niepotrzebną ofiarą coraz większej liczby samochodów na naszych drogach. Niestety, to objęte częściową ochroną zwierzątko nie przyswoiło sobie bezpiecznego sposobu przekraczania jezdni, co często kończy się dla niego tragicznie. W ten sposób każdego roku ginie ogromna ilość jeży, pomniejszając znacząco szeregi naszych sprzymierzeńców w walce z owadami i gryzoniami.

Aby pomóc tym sympatycznym zwierzętom przetrwać zimę, uczniowie Szkoły Podst. Nr 2 w Lubsku wzięli udział w konkursie polegającym na zbudowaniu domku dla jeża. W ramach konkursu do oceny przedstawiono 24 własnoręcznie wykonane domki, które można było podziwiać podczas zorganizowanej na szkolnym korytarzu wystawy. Komisja konkursowa wyłoniła trójkę zwycięzców oraz przyznała kilka wyróżnień. Już następnego dnia po rozstrzygnięciu konkursu, w poglądowej lekcji ustawiania domku w terenie uczestniczyła klasa pierwszaków tej szkoły. Podczas wycieczki do parku, pokazano dzieciom jak prawidłowo ustawić i zabezpieczyć domek, aby zajął go chętnie kolczasty lokator. Wykonane w ramach konkursu domki zostaną ustawione w odwiedzanych przez jeże miejscach co dla części z nich zwiększy szansę przeżycia trudnego zimowego okresu.

Uczestnicy konkursu zostali zaproszeni do odwiedzenia naszej „Hubertówki” koła łowieckiego „Jeleń” w Brodach. Wycieczkę sfinalizowano 7 grudnia dowożąc dzieci naszą „Bonanzą” holowaną ciągnikiem przez kol. Tadzia Kowalczuka. Już sama podróż takim pojazdem była dla nich ciekawym doświadczeniem. Zwycięzca konkursu towarzyszył kierowcy w charakterze „pilota” w kabinie ciągnika. Podczas pobytu na terenie „Hubertówki” pokazaliśmy gościom nasze „gospodarstwo” w tym maszyny i sprzęt rolniczy, aby przybliżyć zakres działalności myśliwych. Następnie zajrzeliśmy do założonej przed kilkoma laty śródpolnej remizy. O potrzebie urządzania na polnych terenach takich krzaczastych ostoi świadczyła obecność w niej dwóch saren wypłoszonych naszą obecnością. Kilku uczniów (pod naszą opieką) dokonało lustracji terenu z ustawionej w pobliżu ambony.

Na wracającą z remizy grupę czekało ognisko pod wiatą i gorąca herbata. Sygnałem „Posiłek” kol. Zdzisiu Siwik zachęcił do pieczenia kiełbasek, które „połaszowano” wkrótce z wielkim apetytem. Po posiłku wyróżnieni i nagrodzeni uczestnicy konkursu otrzymali pamiątkowe dyplomy i upominki. Zwieńczeniem imprezy była wspólna fotografia zaproszonych gości i organizatorów spotkania oraz deklaracja kontynuowania współpracy w przyszłości.

R.K.

„Hubertowska” zbiorówka

Polowanie w dniu imienin naszego patrona to prawdziwe łowy.

A tak zdarzyło się w dniu 3 listopada br. kiedy na zbiórce w naszej „Hubertówce” stawiło się ponad 30 strzelb i kilku naganiaczy z przyjaciółmi na czterech łapach. Niewątpliwą ozdobą tego zespołu były dwie przedstawicielki płci pięknej kandydujące w naszym kole do roli Dian. Wspaniała, podkreślająca wszystkie barwy jesieni pogoda sprawiła, że już przed polowaniem cieszyliśmy się z tego spotkania. Kiedy zagrały rogi i ustawiliśmy się na odprawę, przemówił prezes koła kol. Jan Kowalczuk, który jako jeden z dwóch prowadzących powitał uczestników polowania podkreślając jednocześnie wyjątkowy, hubertowski charakter łowów. Z kolei łowczy kol. Marek Rudziak jako drugi prowadzący poinformował na jaką zwierzynę polujemy, przypomniał warunki bezpieczeństwa oraz zwrócił uwagę, że w dniu dzisiejszym większe znaczenie ma atmosfera spotkania niż jego końcowego wynik. Jeszcze tylko losowanie kartek stanowiskowych i „Apel na łowy” kończy odprawę.

Koledzy Andrzej Wysocki i Tadziu Kowalczuk, również myśliwi ale dziś w roli „powożących”, zapraszają do pojazdów. Mamy już dwie ” Bonanze „, więc swobodnie lokujemy się w nich i ruszamy. Nagankę przewozi kol. Maciej Anioł, ale jej piękniejszą część chytrze zagarnął kol. Rysiu Wysługocki oferując się prowadzącym jako terenowy samochód „operacyjny”.

Pierwsze pędzenie to rozległe trzcinowisko w pobliżu granicy naszego obwodu,które ze względu na swoje walory zwykle opolowują zapraszani przez nas myśliwi komercyjni. Jednak ze względu na wyjątkowość dzisiejszego dnia dostąpiliśmy zaszczytu polowania w tym rejonie. Obaj prowadzący sprawnie rozstawili myśliwych, niektórym z nich stanowiska wypadły na ambonach. Jeszcze nie wybrzmiał sygnał „Naganka naprzód”, a już padły pierwsze strzały powtarzane echem okolicznych lasów.

Odezwały się rogi podrywające nagankę, wkrótce zagrały psy. Strzały padały po każdej stronie pędzonego miotu, co świadczyło o mnogości zwierza i fachowej robocie rozprowadzających. Mimo upływających minut nikomu czas się nie dłużył. Bo już, już wydawało się, że zabrzmi „Koniec pędzenia”, a tu znowu huknął strzał. Wreszcie jest sygnał kończący miot.

Opadają emocje, schodzimy ze stanowisk, szczęśliwych strzelców nagradzamy złomem, na gorąco komentujemy niedawne przeżycia. Upłynęło sporo czasu bo miot duży, pudeł niewiele to i podnoszenie strzelonej zwierzyny musiało potrwać. Prowadzący decydują aby obstawić jeszcze jeden sąsiedni miot po czym zakończymy łowy, bo to przecież ” Hubertowiny ” mają swoje prawa. Szybko zajmujemy stanowiska, rusza naganka i wkrótce pada kilka strzałów. Nie wszystkie są skuteczne, ale dwóch kolegów dekorujemy złomem, a karawan ponownie ma zajęcie.

Pełni wrażeń, zadowoleni z udanych łowów wracamy do „Hubertówki”. Najmłodsi stażem „fryce” z pomocą naganiaczy układają pokot. A jest co układać. Tak obfitego pokotu (z dwóch pędzeń) dawno nie oglądaliśmy. Prowadzący ogłaszają koniec polowania. Sygnaliści mocno napinają płuca szykując się do otrąbienia pokotu. Kolejno brzmią sygnały: jeleń, dzik, sarna, lis na rozkładzie. Dobrze, że sygnaliści grali tylko po jednym sygnale dla każdego gatunku, który był na pokocie. W innym przypadku ich koncert trwałby blisko godzinę. Tak łaskawy był w swoje Święto nasz patron. Dziękujemy !!!

Nadchodzi moment dekoracji króla polowania, którym został kol. Jan Kowalczuk i wicekrólów, tj. kolegów Marka Rudziaka i Dominika Szefera. „Królewska świta” otrzymuje pamiątkowe medale. A swoją drogą zastanawiającym jest, czym koledzy prezes i łowczy wkradli się w łaski św. Huberta, który tak im w tym dniu darzył. Fanfara „Darz Bór” kończy ten uroczysty pokot. Udajemy się na posiłek, którego daniem głównym jest pieczony dzik z kaszą gryczaną w wykonaniu kolegów Andrzeja Wysockiego i Tadzia Kowalczuka. Dziękujemy Wam Koledzy za Wasze zaangażowanie i wykonaną robotę co sprawiło, że byliśmy uczestnikami wspaniałej, zapadającej w pamięć przygody i jej smakowitego zakończenia.

Darz Bór.
R.K.

Jesienna wyprawa

Pierwsze dni listopada to pora niezbyt sprzyjająca wycieczkom do lasu. Jednak tegoroczne, rozpędzone gorącem lato przedłużyło się do późnej jesieni, ofiarowując nam na początku miesiąca bardzo przyjemną pogodę.

Jest piątek 2 listopada. O poranku jestem w umówionym miejscu nad zalewem „Karaś”. Wkrótce dociera tu grupa młodzieży i nauczycielek ze Szkoły Podstawowej Nr 2 w Lubsku. „Dzień Dobry, Darz Bór” – witamy się i wyruszamy na umówioną wędrówkę. Idąc leśnym duktem wypatrujemy śladów bytowania zwierzyny – edukacja i świadomość przyrodnicza jest bardzo ważnym elementem nauczania dzieci i młodzieży. Na szczęście poprzedniej nocy spadł niewielki deszczyk, co znacznie ułatwia wyszukiwanie i rozpoznawanie tropów.

Trasę naszej wędrówki przecinają odciski racic saren i jeleni, na poboczu widzimy efekt nocnego buchtowania dzików. Nieco w głębi lasu w wyniku systematycznego „wycierania” zamarła kilkudziesięcioletnia sosna. Te oznaki aktywności zwierzyny, dla mnie aż nadto widoczne, nie są tak oczywiste dla towarzyszącej mi grupy. Wyjaśniam im więc różnice w wyglądzie poszczególnych tropów i przyczyny “wycierania” drzew, nie tylko przez dziki. Słuchają z uwagą i obiecują, że podczas następnej wyprawy będą już potrafiły po tropach zidentyfikować leśnych aktorów. Ciekawym epizodem wycieczki jest przypadkowo znaleziony eksponat w postaci wybielonej warunkami atmosferycznymi żuchwy młodego dziczka. Znalezisko wykorzystuję do omówienia różnic w budowie uzębienia zwierzyny łownej.

Kończymy lekcję tropienia i udajemy się w rejon, który zamieszkują lisy. Po drodze oglądamy oznaki bytowania bobrów, które zgryzanymi pniami drzew zaznaczyły w tym rejonie swoją obecność. Na piaszczystym pagórku lisia rodzina mocno się napracowała, wspólnym wysiłkiem zbudowała system głębokich nor (okien) tworząc wygodne i bezpieczne schronienie. Podziwiamy lisią zmyślność i ich “górniczą” umiejętność kopania nor, po czym wracamy na piaskowe zbocze pobliskiego lasu gdzie rozpalamy ognisko. Pieczona na patykach kiełbaska jest smakowitym zakończeniem naszej wyprawy. Kończąc swój pobyt w tym rejonie sprzątamy po biesiadujących tu poprzednikach. Sterta butelek „ląduje” w kilku workach. Zawiozę je do przeznaczonych na szkło pojemników. Wracamy zadowoleni z doznanych wrażeń obiecując sobie w niedalekiej przyszłości kolejną wyprawę.

R.K.

Inauguracja „sezonu” w Szk. Podst. Nr 2 w Lubsku

Początek roku szkolnego 2018/2019 to również właściwy czas na rozpoczęcie kolejnego etapu współpracy ze Szkołą Podstawową Nr 2 w Lubsku. Moja propozycja wizyty w szkole spotkała się z życzliwością dyrekcji i żywym zainteresowaniem nauczycielek co zaowocowało „otwarciem sezonu współpracy” w ten sposób, iż w dniu 25.09. odwiedziłem trzy I-wsze klasy, a w dniu 18.10. dwie klasy II-gie.

Podczas tych wizyt dyskutowaliśmy na temat biologii i życia zwierząt naszych łowisk oraz roli człowieka, również myśliwego w ochronie przyrody. Piszę – dyskutowaliśmy-ponieważ podczas tych lekcji dzieci spontanicznie, z dużym zaangażowaniem zabierały głos na temat poruszanych tematów niejednokrotnie zaskakując dużym zasobem wiadomości.

Moja wizyta dotyczyła także opracowania planu współpracy na cały rok w tym przygotowania się do zgłoszenia szkoły do programu „Ożywić pola”. Przypomnę, że przed kilkoma latami biorąc udział w tym programie, szkoła znalazła się w gronie laureatów. Bylibyśmy szczerze usatysfakcjonowani jeśli udałoby się ten sukces powtórzyć.

R.K.

Ostatnia ambona w sezonie

W celu ustawienia prawdopodobnie ostatniej zbudowanej w tym sezonie ambony, na zbiórkę u łowczego koła stawiła się liczna grupa myśliwych. Tuż po godzinie 8-mej zaopatrzeni w niezbędny sprzęt wyruszyliśmy. Byliśmy ciekawi, który fragment łowiska „ubogaci” ambona zbudowana przez Lecha-Roberta tym się wyróżniająca, że na jej ścianie czołowej widnieje logo koła „Jeleń” Brody.
Jak się wkrótce okazało na miejsce ustawienia ambony łowczy, kol. Marek Rudziak, wybrał ciekawy zakątek w rejonie 23, który i nam przypadł do gustu. Zakrzaczoną, od dawna nieużywaną drogę dojazdową do tego miejsca koledzy Krzysiek i Robert szybko udrożnili, co umożliwi łatwy podjazd pod samą ambonę. Mimo licznej grupy chętnych do pracy kolegów – co czasem utrudniało wręcz ich właściwe wykorzystanie – robota przebiegała sprawnie i ok. godz. 11-tej, kiedy do ustawionej ambony pozostało wykonać drabinę, łowczy zarządził przerwę śniadaniową.

Również i tym razem Marek dowiódł swoich kulinarnych zdolności. Przyrządzona przez niego wyborna wątróbka, wokół pachnący żywicą las i odpowiednia kompania, czy trzeba czegoś więcej? Pałaszowaliśmy ją /wątróbkę/ z apetytem rozkoszując się zapachami umykającego już lata i nieuchronnie zbliżającej się jesieni. Wzmocnieni smacznym posiłkiem w ciągu 30 min. do ambony dostawiono solidną drabinę i było po robocie. Jeszcze tylko porządkowanie otoczenia i ” fajrant „. Robert zaprasza do pamiątkowej fotografii, łowczy dziękuje za przybycie i „nieobcyndalanie” czytaj „odpowiedni stosunek do pracy” i wracamy do domu.

Kolejne takie prace w łowisku dopiero wiosną przyszłego roku. Szkoda.

R.K.

Zażalenie na Łowczego Koła!

Zaczęło się jak zwykle. Telefon sygnalizuje otrzymanie SMS-a. Jest czwartek, a wiadomość przesłał łowczy koła.

Pełen najczarniejszych myśli, ale z nadzieją, że moje obawy się nie spełnią czytam:
„W sobotę stawiamy ambonę”. Jednak potwierdziło się porzekadło: Nadzieja matką głupich.
Moja nadzieja, że choć jedną sobotę spędzę po swojemu prysnęła, jak bańka mydlana.
Łowczy, ten człowiek bez serca, wzywa nas w kolejną upalną sobotę do roboty. Bo umyślił sobie, że powymienia wszystkie stare ambony, a nawet ustawi dodatkowe w ciekawych rejonach łowiska. No dobra, ale czy trzeba to robić w takim tempie i w takim czasie? Sezon urlopowy w pełni, pogoda tropikalna, normalni ludzie prażą się w słońcu lub moczą w wodzie, a my? My stawiamy ambony, choć pot po j…ch cieknie. W skrytości ducha zaczynam żałować, że podczas ostatnich wyborów głosowałem na tego człowieka, a po wyborach nie ukrywałem zadowolenia, że nadal będzie naszym łowczym. O święta naiwności! Przecież każdy inny kolega na tym stanowisku by nas tak nie katował. Pomyślałem, że gdyby to było możliwe, to powinno się wymazać wszystkie soboty z notatnika łowczego, choć ten krwiopijca i tak znalazłby inne rozwiązanie by postawić na swoim.

Mojego „doła” jednak nie podzielali inni koledzy, którzy licznie stawili się do pracy. Zgrabną ambonę ustawiono w miejsce jej wysłużonej poprzedniczki. Uśmiechnięci, zadowoleni z wykonanej pracy koledzy pozują do pamiątkowej fotografii przecząc moim czarnym, nieuzasadnionym rozważaniom. Bo to przecież dzięki takiemu łowczemu „krwiopijcy”, mamy wzorowe zagospodarowane łowiska i urządzenia łowieckie umożliwiające
bezpieczne wykonywanie polowania.

Myślę też, że zgodni jesteśmy co do tego iż trudno byłoby nam sobie wyobrazić innego człowieka na tym stanowisku.

R.K.